
| remigiusz-grzelablog |
| ::księga
gości:: 2007
luty 2006 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień |
Nowe spektakle Zapraszam na spektakle "Błękitny diabeł" do Teatru Dramatycznego w Warszawie, 4 marca i do Teatru im. Słowackiego w Krakowie 25 marca. Zapraszam też pod nowy, przytulny adres: remigiusz-grzela.bloog.pl remigiusz-grzela 2007-02-18 22:56:49 skomentuj (7) Błękitny diabeł Ten blog już za kilka dni pod nowym adresem remigiusz-grzela.bloog.pl Wpadłem tylko, żeby wkleić kilka zdjęć ze spektaklu "Błękitny diabeł" czyli Jubileuszu pani Barbary Krafftówny. Najbliższy spektakl 20 listopada o godz. 19.00 w Teatrze Narodowym w Warszawie. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() remigiusz-grzela 2006-11-01 15:49:49 skomentuj (0) nowy adres bloga Mój blog z początkiem listopada przenosi się pod nowy adres. Zapraszam na remigiusz-grzela.bloog.pl PS W dziale linki, odnośnik do strony internetowej Zofii Czerwińskiej. Bardzo wszystkim polecam. Pozostałe zaproszenia: "Uwaga - złe psy!", Gdańsk, Teatr Miniatura, 20 października godz. 21.00 "Uwaga - złe psy!", Warszawa, Teatr Narodowy, 21 października godz. 19.00 "Błękitny diabeł. Jubileusz Barbary Krafftówny" - Gdynia, Teatr Muzyczny, 24 października godz. 19.00; Warszawa - Teatr Narodowy, 20 listopada, godz. 19.00. remigiusz-grzela 2006-10-19 19:05:41 skomentuj (2) Ta karczma Rzym się nazywa Po raz pierwszy, świadomie, zrobiłem sobie urlop od bloga. To prawda, nie miałem specjalnie czasu, ale nie w tym rzecz. Chciałem się zdystansować, przemyśleć. Jestem. Zaczęła się piękna jesień. Jest słonecznie. Filiżanka cappucino w kawiarnianych ogródkach. Jeszcze kilka dni temu byłem w Rzymie, po raz pierwszy. Cudowne miasto, kolorowe, otwarte, stare. Czas jakby stanął w miejscu. I nagle, w moim odczuciu, wszyscy mają czas. Parkują swoje skutery i motory przed kawiarniami, witają się z przyjaciółmi, właścicielami lokali, mówią, mówią, śmieją się. Właścicielka restauracji pokazuje bliznę na szyi. Chodźcie do środka, będzie padać. Czuję to, bo mam bliznę. Siedzimy na zewnątrz. Z Laurą, Olkiem - jej mężem, ich przyjaciółmi - włoskimi slawistami, którzy z serca i z wyboru są Polakami. Spotykam ich po raz pierwszy, ale jakbyśmy się znali długo. Żadnego dystansu. Rozmawiamy o Polsce. Komentarze są smutne, nieoptymistyczne. Przywiozłem od Bliklego piernik herbaciany w prezencie dla Laury. Podałem przed spotkaniem. Właścicielka już przynosi nam talerzyki do ciasta. Częstujemy ją kawałkiem. I nikt się nie dziwi i nikt nie krzyczy, że do kawiarni ze swoim deserem. Uśmiech. Pijemy grappę. Zaczyna padać. Kelner rozkłada nad naszym stolikiem ogromny parasol. Deszcze nie ustaje. W końcu decydujemy się wejść do środka. Właścicielka wita nas otwartymi ramionami. A mówiła, mówiłam, że będzie padać. Wiem przez bliznę! Wita nas jak wielka kura witająca swoje kurczątka. Pojechałem na zaproszenie fundacji CracovItalia. Na uniwersytecie La Sapienza, na Wydziale Sztuki i Nauki o Teatrze prezentuję swoje sztuki. Tłumaczka "Naznaczonych" na włoski mówi o moim tekście. Olek czyta fragmenty. Porusza mnie, kiedy czyta spokojnie, cicho, prawie szeptem. Przez omal dwie godziny mamy całkowite skupienie. Potem idziemy na kawę. Włoszka w średnim wieku, uczestniczka naszego spotkania, opowiada o tym, jak bardzo zmieniła się dusza Włochów. Globalizacja przywiodła do Włoch model szczupłej kobiety. A przecież włoscy mężczyźni zawsze widzieli w swoich kobietach mamę. Kobiety z filmów Felliniego, Sophia Loren, Gina Lolobrigida. Wycięte kształty. La Mama. Włoska kobieta miała być kształtna, krągła, w fartuszku, z gromadką dzieci, nad garnkiem spagetti, ale miała też umieć ten fartuszek zrzucić, być odrobinę wulgarną i świetną kochanką. Miłość to również jedzenie i seks - opowiada ta pani. Jedzenie to rozmowa. Jedzenie to pasja. A bez jedzenia wszystko smutne i chude. Włoski mężczyzna utracił w kobiecie swoją matkę i kochankę. Ucząc się mody poszedł za kobietami zgrabnymi i młodymi. Młodość stała się wyznacznikiem, królem życia. Starość schowała się w domach. Tak upadł we Włoszech kult starości, szacunek dla niej. Globalizacja zmusiła też Włochów do podejmowania kolejnych zobowiązań, dodatkowej pracy. Kredyty, które trzeba spłacić, domy, które trzeba utrzymać. A przecież Włosi to byli esteci. Elegancka koszula, uśmiech od ucha do ucha, włosy na żel. Dzisiaj ten uśmiech - tłumaczy dalej kobieta - jest u nich niejako przyklejony, on im został, ale w środku są smutni, gonią, są zagubieni. Gdzieś, podświadomie szukają swoich kobiet, tych kobiet z Felliniego, ale ich nie ma. Dla nas, kobiet - tłumaczy pani - ten ich smutek w oczach jest przerażający. Dzisiaj Fellini pewnie nie nakręciłby we Włoszech żadnego filmu. Straciliśmy tożsamość - spuentowała wypijając kolejną filiżankę cappucino. Olek zabiera mnie na Zatybrze. Wrócimy do tej rozmowy. Miłego dnia. remigiusz-grzela 2006-09-27 08:54:26 skomentuj (9) Głos z Titanica Wczoraj zmarła Oriana Fallaci. Jej teksty były blisko. Cytowałem je tutaj, cytowałem na zajęciach ze studentami. Była dla mnie ważna, mimo że nie podzielałem większości jej poglądów. Ale umiała krzyknąć. A ten krzyk wywoływał burzę, doprowadzał do dyskusji. Być może była jedną z najbardziej opiniotwórczych intelektualistek. Wczoraj media cytowały wypowiedzi Lecha Wałęsy, z którym rozmawiała. Nie cytowały jednak jej opinii o tej rozmowie. A szkoda. Ale z niewieloma rozmówcami umiała sympatyzować. Właściwie rozmawiała z nimi po to, aby z czegoś rozliczyć, szczytem już jej rozmowa z Kissingerem. Mam nadzieję, że w Polsce ukaże się kiedyś jej najważniejsza książka "Wywiad z historią". Tam jest Oriana w najlepszej formie. Zanim zaczęła chorować, zanim zaczęła zaciekle walczyć z fundamentalizmem islamskim. Każda z jej książek wywoływała we mnie poruszenie, sprzeciw, czasem bunt. Za to ją bardzo ceniłem. Że mimo swoich poglądów umiała przekonać do siebie samej, Oriany, bezkompromisowej dziennikarki, której megalomania upoważnia do pouczania świata. Ceniłem, że była taka inna i miała odwagę taka być. W mojej pierwszej sztuce teatralnej "Na gałęzi" jedna z dwóch bohaterek inspirowana jest biografią Fallaci. Mówi u mnie: Pamiętam dzień, w którym przyszłam obejrzeć to mieszkanie. Wyjrzałam przez okno. Te światła, i ruch, wieczny ruch. Ani minuty spokoju, ani minuty wytchnienia. Tylko życie, życie, pęd, czyli wszystko na co sama nie mam odwagi. No, czas popracować. Biografia. Nie tak łatwo pisać swoją autobiografię. Przecież wiem ile będzie w niej prawdy. Nie należy pisać prawdy – nie dla prawdy ludzie kupują takie książki. Jak zacząć? Mówią, że pierwsze zdanie organizuje pracę pisarza. Mówią, że od pierwszego zdania zależy cała opowieść. Nigdy nie byłam mistrzem pierwszego zdania. Nie umiałam napisać pierwszego zdania. Zaczynałam od środka, od końca, jak popadło, a potem uzupełniałam, uzupełniałam, by później kreślić. Hm... „Wstaję o szóstej rano. Siadam do komputera. Piszę zazwyczaj do siódmej, ósmej wieczór. W tym czasie nie jem, nie piję, nie wypoczywam, wypalam pięćdziesiąt papierosów, mam mdłości, nie odbieram telefonów, nie otwieram drzwi. Kiedy kończę winię się za to, że za mało napisałam. Ostatnio piszę jeszcze mniej – jestem mniej wydajna. Już nie produkuję. Nie produkuję tyle, co dawniej. Natomiast obsesyjnie przepisuję. Zestarzałam się, pomarszczyłam. W dodatku jestem ciężko, nieuleczalnie chora. Możesz powiedzieć, że się zabijam. Nie mniej, niż choroba zabija mnie.” No, mocny kawałek. Póki jeszcze mam siłę na mocne kawałki. Boże, jak tu głucho. ![]() Podobało mi się to, co o Fallaci powiedział Janusz Głowacki (cytuję za "Rzeczpospolitą": To był głos z "Titanica", głos pojedynczy. Krzyk żalu i wściekłości - mówi Janusz Głowacki. Zdaniem pisarza jej twórczość to lament nad europejską miękkością, hipokryzją, tchórzostwem, poprawnością polityczną. A talent miała taki, że wystarczyłoby dla stu komentatorów prasy, radia i telewizji z Francji, Niemiec, a nawet z Polski - dodaje Głowacki. ![]() remigiusz-grzela 2006-09-16 10:11:03 skomentuj (4) Teczki Cały dzień spędziłem w IPN. Czytanie setek donosów, poznawanie metod werbowania współpracowników, weryfikowanie agentów, podstawianie jednych, żeby sprawdzali innych. Oto traumatyczny przykład: "K.R. jest córką kobiety skazanej w roku 1946 za szpiegostwo na karę dożywotniego więzienia i odbywającej karę w więzieniu w Fordonie. O matce jej wiadomo, że przed skazaniem była kochanką jakiegoś inżyniera, który kierował siatką szpiegowską w kraju i później uciekł podobno zagranicę. K.R. również skazana była na 4 lata więzienia za działalność wywiadowczą. Pod koniec odbywania kary została zwerbowana m.in. w celu wyjaśnienia bliższych szczegółów o owym kierowaniu siatki szpiegowskiej. W pierwszym okresie współpraca niczego konkretnego nie dała. Celem sprawdzenia jej podstawiono pod nią agenta ps. 'Jur'. Zareżyserowano sytuację, w której K.R. otrzymała do doręczenia 'grypsy' z więzienia. Grypsy celowo dotyczyły spraw 'ważnych' - była w nich mowa o broni, o drodze przerzutowej itd. Okazało się, że K. 'grypsy' te dostarczyła adresatom i nie wspomniała o tym ani słowa w swych doniesieniach agencyjnych." Dalej można jeszcze przeczytać jak to agent "Jur" oplótł K.R. aż zaczęli ze sobą sypiać... Donosy. Szare teczki. Mikrofilmy. Obsesje. Koszmar. Polska historia. * Od trzech tygodni trwają próby do "Błękitnego diabła", monodramu, jaki napisałem na jubileusz pani Barbary Krafftówny. Reżyseruje Żuk Opalski, który opowiedział mi wczoraj o rezultacie prób. Jest podobno no... poruszająco, a pani Krafftówna wspaniała. I rozczulająca. Żuk opowiadał jak przywiozła taksówką do teatru obiad, obrus, zastawę stołową, widelce, widelczyki... Znaleźć się tam. Premiera 24 października. remigiusz-grzela 2006-09-13 20:56:45 skomentuj (1) Małe zbrodnie małżeńskie Rozchorowałem się, chwyciło mnie ostre zaziębienie, od paru dni nie wychodzę z domu i czuję się w ogóle mocno półśrednio. Taki czas. Zaczynam dochodzić do siebie. Zauważam nawet, że mam jakieś samopoczucie, co znaczy, że od jutra biorę się za robotę. Muszę się mobilizować, bo za parę dni wylatuję do Rzymu, gdzie mam wystąpienie na Uniwersycie na temat swoich sztuk, głównie w kontekście włoskiego tłumaczenia "Naznaczonych". Obejrzałem wczoraj w teatrze telewizji "Małe zbrodnie małżeńskie" w reżyserii Krystyny Jandy. Uważam, że to ważny spektakl, świetnie zrealizowany. Krystyna Janda wydobyła z tekstu to, co jest "pod skórą", dawkowała emocje, tak że z jednej strony spektakl był subtelny, z drugiej zimny, nawet sadystyczny. Dialog bohaterów, małżeństwa po przejściach, brzmi jak walka wrogów. Od początku ma się wrażenie, że chcą od siebie odejść, ale nigdy tego nie zrobią, bo łączy ich tylko (aż) wspomnienie ich pierwszego spotkania, po latach przez nich zmitologizowane. Pokazanie ich potrzeby zadawania bólu, rozbicia, zniszczenia wspólnego życia, zabicia przeszłości. Obrazy, niejako podglądanie tej rozmowy przez okno, przez ramię, powodują, że nagle znajdujemy się wewnątrz ich gry. Spektakl niepokojący i niepokojąco przewrotny, ze świetnymi rolami Krystyny Jandy i Jana Frycza. Cieszę się, że obejrzałem, bo nie znałem tego tekstu. A jego autor, Eric-Emmanuel Schmitt stał się w Polsce bardzo popularny. Ten spektakl łączy się dla mnie z wierszem Janiny Katz, pisarki, z którą dla "Wysokich Obcasów" rozmawiała Katarzyna Bielas (publikacja z soboty). Janina Katz "Zdanie" Zdanie wypowiedziane w gniewie - wiele lat temu. Było dwóch świadków. Jeden umarł. Teraz mamy tylko siebie - powiedziało zdanie. (tłumaczenie z duńskiego Bogusława Sochańska) remigiusz-grzela 2006-09-12 13:27:45 skomentuj (1) Wciąż one ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() remigiusz-grzela 2006-09-08 18:16:56 skomentuj (1) w książkach nie ma pestek Parę dni temu dostałem od Marty pocztą dwia tomiki wierszy Zbigniewa Joachimiaka. Czytam, smakuję. I przynajmniej jeden z wierszy muszę zamieścić. Bo wgryza się. Zbigniew Joachimiak "Anne Sexton z pomarańczą" Anne Sexton siedzi w fotelu, ma podkurczone nogi, usta zaciśnięte myślą, w rękach trzyma nadgryzioną pomarańczę. Nagle spogląda na mnie i pyta: Dlaczego nie czytasz jakiejś książki? Myślałam, że kulturalny człowiek każdą wolną chwilę spędza na lekturze. Usta jej ponownie się zaciskają. Po brodzie spływa kropelka soku. Okrywa się szczelniej kocem i sama odpowiada na postawione pytanie. Nigdy nie czytałam książek, nigdy nie byłam kulturalna, książki zjadałam stronę po stronie a papier stawał w gardle. Plułam papierem, słowami, sylabami, wymiotowałam nieprzeżutą tekturą okładek, wpadałam w ekstazę myśląc, że dusi, dławi, ciśnie mi się w gardle prawda. Aż raz ugryzłam pewien owoc, kwaśno-słodką nieobraną pomarańczę. Wściekła wgryzałam się w jej wnętrze i nagle poczułam gorzkie kamyczki. I wtedy zrozumiałam: W książkach nie ma pestek i choć szukałam przede wszystkim nasienia, ze stron rodziły się tylko nowe strony, a papier i tektura nie miały ani krzty wilgoci. Teraz, od tamtego czasu, czytam tylko pomarańcze. I nie stają mi w gardle słowa i sylaby. Siedzę sobie na fotelu, mój kochany i wybaczam ci, że nie czytasz książki. 1996 (z tomiku "Pestki, korale - słowa do nawlekania", Bydgoszcz 1998) remigiusz-grzela 2006-09-08 14:37:55 skomentuj (1) Naznaczeni - fotografie A jednak zdołałem zamieścić zdjęcia z wczorajszego spektaklu. Dobrej nocy. ![]() ![]() ![]() ![]() remigiusz-grzela 2006-09-07 22:23:34 skomentuj (3) Spotkania z Dorą Diamant Przeżyłem wczorajszą emisję... Ale stres był niesamowity, chyba pierwszy raz w życiu tak wielki. Wczoraj obudziłem się już o szóstej rano. Nie mogłem spać. Zamiast kawy zjadłem persen (podwójny), a później dwie próby, przerwa, kilka pełnych napięcia godzin w domu, znów próby. Emisja. Czytając o teatrze telewizji na żywo, nie przypuszczałem, że to aż tyle nerwów. Nie wiem, jak to wytrzymały pani Tomira Kowalik i Ula Dudziak, ja, gdybym jeszcze miał zagrać, to bym prawdopodobnie ześwirował. Poza tym ta nieludzka godzina emisji, a więc i naszej pracy... Wróciłem przed drugą, ale jestem szczęśliwy, że mam za sobą zupełnie nowe doświadczenie. Praca z panią Tomirą Kowalik i z Ulą Dudziak to było Coś. Uważam, że udało im się stworzyć coś, co zostanie, coś ważnego, mocnego. Kiedy w nocy oglądałem nasz spektakl na dvd, kiedy w końcu, bez emocji mogłem na niego spojrzeć, poczułem się naprawdę szczęśliwy. Duet jak z marzeń, niesamowita aktorka z niesamowitą wokalistką, jeden niespotykany głos z drugim niespotykanym głosem. Poza tym obraz, jaki został wykreowany przez Dankę Starzyńską i Łukasza Barczyka, przez ich talent i intuicję... Jeśli technicznie zdołam, zamieszczę kilka zdjęć. A teraz ostatni, zamykający spektakl monolog Dory Diamant: Wierzyłam, że mnie nie zostawisz... Nawet, kiedy nie mogłeś połykać – mówiłam sobie: wyzdrowieje, bo chce żyć dla mnie, i kiedy nie mogłeś mówić i pisałeś na tych małych karteczkach, żebym położyła Ci dłoń na czole i dodała odwagi – mówiłam: wyjdzie z tego, jest silny. Widziałam, że zazdrościsz kwiatom, bo mogły pić wodę... Nie umiałam ci pomóc. To ja czekałam na wyrok. By skoczyć. Chciałam cię osłonić, przykryć sobą, kiedy wieźliśmy cię do sanatorium, a auto było otwarte. Było przeraźliwie zimno. Lało. Wiał potworny wiatr. Bałam się, że ta podróż cię zabije. Stanęłam więc w samochodzie, starając się osłonić twoje ciało, okryć sobą. Samochód jechał, ty byłeś pół przytomny, zziębnięty, a ja stałam – zatrzymując na sobie deszcz. Byłam pewna, że uda mi się ciebie uratować, kochany. A później bóle stawały się coraz gorsze. Lekarze łagodzili je pantoponem i morfiną. Nawet, kiedy dostawałeś zastrzyki w krtań, nie traciłam nadziei. Aż którejś nocy zobaczyłam przed oknem sowę, o której mówią, że jest ptakiem śmierci. I następnego dnia. Pamiętasz, jak moczyliśmy razem dłonie w misce z wodą? Nazywałam to naszą kąpielą rodzinną. Kiedy profesor powiedział, że widzi poprawę w gardle, i ty się rozpłakałeś, znów zaczęłam mocno wierzyć, że wygrasz. Tamten wtorek pamiętam jakby to było dziś. A potem powiedziałeś do Roberta, kiedy dawał ci zastrzyk: „Silniejszy! Potrzebny silniejszy.” Powiedziałeś do niego: „Niech pan nie odchodzi.” „Kiedy wcale nie odchodzę”. „Ale ja odchodzę” – usłyszałam stojąc z boku. Podsunęłam Ci kwiaty. „Powąchaj, jak pachną.” Otworzyłeś jedno oko, potem drugie. Zamknęła je siostra Anna. Tego wieczora otworzyłam twoją szufladę. Wyjęłam z niej tę elegancką angielską szczotkę do włosów, którą zawsze miałeś przy sobie. Pamiętasz? Poświęcałeś wiele uwagi swoim gęstym włosom. Zaczęłam je rozczesywać. Pamiętając, jak robiłeś to każdego ranka. A potem w misce z wodą zamoczyłam białe płótno. Dotykałam cię bardzo delikatnie. Chciałam ci służyć po raz ostatni. Nie wiedziałam, co się dzieje. Podświadomość podpowiadała mi, co robić. Mokre płótno prowadziłam od długich palców, przez ręce, ramiona, szyję, tors. Chciałam cię przykryć. Zawinąć w całun. Wtedy pojawił się Robert. Poprosił, bym pozwoliła ci odejść. Potem wieźli cię w zalutowanej trumnie, jak konserwę. Byłam martwa, ale słyszałam stale twoje słowa – te, które powiedziałeś doktorowi: „Niech mnie pan zabije, inaczej będzie pan mordercą.” Ale on nie mógł tego zrobić. Nie powinnam cię zostawiać w ciemnościach. remigiusz-grzela 2006-09-07 19:43:57 skomentuj (28) Małgorzata Hillar Wpadłem w niedzielny poranek, po wypiciu w łóżku dobrej kawy ze spienionym mlekiem, oraz po zjedzeniu fenomenalnej tarty ze śliwkami, żeby polecić lekturę znakomitego tekstu o Małgorzacie Hillar, jaki we wczorajszych Wysokich Obcasach opublikował Tadeusz Sobolewski. Po pierwsze Hillar od dawna mnie interesowała, bo bardzo ją cenię, i zawsze chciałem o niej napisać, po drugie w swoim czasie zebrałem trochę ciekawych materiałów, po trzecie jej poezję uważam za wyjątkową, po czwarte poznałem kiedyś syna pani Małgorzaty, pisarza Dawida Bieńkowskiego. Prowadziłem warszawską promocję jego ostatniej książki. A po piątej, i to wcale nie jest mniej ważne, pani Małgorzata pochodziła z moich stron, spod Starogardu i już sam patriotyzm lokalny każe mi o niej myśleć w sposób wyjątkowy. A po szóste interesowało mnie zawsze środowisko skupione wokół Barbary Sadowskiej, z którą pani Hillar była zaprzyjaźniona. A po siódme tekst Tadeusza Sobolewskiego jest naprawdę znakomity i pokazuje Małgorzatę Hillar jako famme fatale polskiej poezji. Jako gwiazdę, którą przestała być, kiedy została zdradzona, jako jedną z pierwszych polskich feministek. Kilka myśli w tym tekście mną wstrząsnęło, ale najbardziej chyba pytanie retoryczne, jakie pan Sobolewski postawił: "Może było tak, że pisała, będąc z mężczyznami? A przestała pisać, bo nie było przy niej mężczyzny, który by się nią opiekował?" Cytuje też wiersz "Eurydyka": Kiedy strącono ją do Podziemi nie poszedł za nią Uciekł zamykając uszy na jej wołanie o ratunek Kiedy wrócił dotknął jej włosów nie zamieniły się w płomienie Były jak umarła trawa I dalej słowa jej przyjaciółki, Danuty Zawieruchy: "Przytłaczał ją bałagan, bała się reakcji obcych, nie zawsze rozumiejąc ludzi. Wstydziła się swojego domu i siebie w nim. Codzienność była potworem, z którym nie była w stanie walczyć, więc się poddała. Nie otwierała drzwi. Nie naprawiała telefonu. Sznur był przetarty w wielu miejscach, rozmowa z nią stale się przerywała. Tarcza telefonu nie obracała się, ale wymiana aparatu nie wchodziła w grę, bo wymagałaby pomocy montera, a ona nie otwierała nikomu drzwi. Można było tylko dzwonić do Małgorzaty, ona tej możliwości już nie miała." I ten wstrząsający wstęp do jej ostatniego tomiku wierszy: "Oto dwadzieścia lat minęło, odkąd umarłam. Porażona cierpieniem przestałam pisać, mając bardzo wiele do napisania..." Kilka lat temu kupiłem "Najpiękniejsze wiersze" Małgorzaty Hillar zamyka go wstrząsający liryk: "Odpoczynek czyli próba śmierci" Najpierw rozplątała nerwy które zaczęły płynąć pod jej skórą luźno i miękko jak tasiemki Potem wyłączyła jego głos zapach akacji blask powietrza ciszę Patrzysz prosto w słońce powiedział Oślepniesz Milczała Zamknął jej powieki palcami jak się zamyka zepsutym lalkom albo umarłym remigiusz-grzela 2006-09-03 11:32:11 skomentuj (5) Artystki przy pracy Zdjęcia z prób do "Naznaczonych". Emisja 6 września, godz. 23.55. Tomira Kowalik jako Dora Diamant i córka Dory; Urszula Dudziak jako Dziennikarka, a także vocal, kompozycje. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() remigiusz-grzela 2006-09-02 17:42:00 skomentuj (0) Jazz w duszy gra... Dzisiaj kolejny dzień prób w telewizji. Wczoraj bardzo inspirująco. Spotkanie dwóch tak silnych osobowości jak Urszula Dudziak i Tomira Kowalik pokazuje mi własny tekst na nowo, inaczej. Są momenty, że wzbija się wysoko poza rzeczywistość, są też momenty totalnej schizofrenii, co przecież jest tematem tej sztuki. Pani Tomira ma bardzo trudne zadanie, poza tym naprawdę mamy niewiele czasu na przygotowanie tego kameralnego spektaklu. Ale zdecydowaliśmy wszyscy podjąć to ryzyko. Sztukę zamyka monolog Dory, bo tekst, który przygotowałem do tej realizacji, znacznie różni się od oryginalnej sztuki publikowanej w "Bagażach Franza K.". W końcu w duszy jestem jazzmanem i lubię improwizować i zmieniać, zwłaszcza własne teksty. Ten monolog jest - w moim odczuciu - przejmujący. Pożegnanie Franza. W spektaklu nie ma żadnych sztucznych efektów. Właściwie żadnej scenografii. Tylko teatr w aktorze i muzyka. Dzięki muzyce udało się stworzyć klimat, jaki innymi środkami byłby nie do osiągnięcia. Oczywiście, dzięki muzyce tworzonej na żywo, chwilami bardzo elektronicznej, chwilami psychodelicznej, rozrywającej, łagodnej. Muzyka szarpie się z tekstem, czasem współgra, ale w końcu go tuli. Dla mnie to jest bardzo ciekawy eksperyment i ważne zawodowe spotkanie. O pani Tomirze Kowalik myślałem od czasu obejrzenia "Pamiętnika z dekady bezdomności". O pracy z Ulą Dudziak myślałem od dawna. Same spotkania z Ulą, wielką damą jazzu, i wybitną artystką, która jest jedną z najbardziej otwartych i kontaktowych osób, jakie znam, która nie ma manier gwiazdy i która potrafi włożyć całą energię i serce w projekty, które ją interesują, są więcej niż przyjemnością. Miała tak bogate, ciekawe życie. Kiedy opowiada o sobie, o Jerzym Kosińskim, albo o swoich spotkaniach z największymi muzykami świata, o pracy z orkiestrami, albo o nowojorskich teatrach, czy sklepach, jestem jej jeszcze bardziej ciekawy, mimo że zrobiliśmy kiedyś razem duży i szczery wywiad. W każdym razie energia w sali prób jest fantastyczna. Wierzę, że przeniesie się na ekran. A emisja na żywo już 6 września o godz. 23.55. Korzystając z teatralnego tematu zapraszam do Teatru Wytwórnia w Warszawie, gdzie po wakacyjnej przerwie znów "Uwaga - złe psy!" Małgorzaty Rożniatowskiej, sobota-niedziela godz. 20.00. Dobrego dnia. Niedługo wychodzę na spotkanie ze światem Dory Diamant. remigiusz-grzela 2006-08-31 09:00:29 skomentuj (0) Polterabend Wczoraj wróciłem ze Starogardu, byłem na ślubie siostry. Piękna, wzruszająca uroczystość i fantastyczne wesele, a właściwie trzy dni zabawy. Zaczęło się w piątek, bo jest u nas taki zwyczaj, który nazywa się "polterabend", przychodzą wszyscy, którzy o ślubie wiedzą, tłuką na szczęście szkło, najczęściej butelki, ale zdarzają się też słoiki, szklanki, kieliszki a nawet kineskopy, młoda para sprząta. Potem jest jedzenie i zabawa, właściwie taka przedweselna wprawka. Jeden z lokalnych pijaczków, słysząc, że jest tłuczenie butelek, co znaczy, że można dostać kielicha, a niósł akurat dwie butelki do skupu, zachęcił się bardzo, tylko swoje szkło wolał oddać za kasę, więc pożyczył dwa weki od sąsiadki - do stłuczenia. Wesele wiadomo, a w niedzielę poprawiny, więc dzień trzeci. Właściwie już od piątku byłem przejęty, i nie powiem, że uroniłem łzę, bo chyba przez połowę mszy miałem mokre oczy, a na weselu też mi się zdarzyło. Zwłaszcza słysząc piosenkę dedykowaną Rodzicom. No i w ogóle. Ale było też śmiesznie, bo a) tańczyłem "Jezioro łabędzie" - proszę, nie pytajcie, o co dokładnie chodzi; i b) babcia Babinkowa na cześć młodych strzelała petardy z takiego pistoletu, w który się je ładuje i wyglądało to fantastycznie! Marta na PARNAS.PL publikuje swój najnowszy wiersz inspirowany obrazem, jaki wisiał u niej w domu jedną noc. "Dziewczyna z perłą". I to się łączy poniekąd, ale bardzo poniekąd, z historią ślubną, bo tak jak Marta podarowałem nowożeńcom obraz (tyle że Marta była na innym ślubie i innym weselu). Pół roku temu kupiłem oryginalną akwarelę Nikifora, którą powiesiłem na ścianie i bardzo lubiłem na nią patrzeć, a teraz bardzo będę lubił odwiedzać siostrę i szwagra i tam patrzeć na Nikifora. Wprawdzie wiersza żadnego jeszcze nie napisałem, ale wszystko przede mną. Moja siostra pochwaliła się swojej fryzjerce, że dostała ode mnie taki prezent, na co ta pani zapytała: "Co?" "No akwarelę Nikifora." "A co ty masz z tym zrobić?" - zapytała ta pani... A dzisiaj rozpocząłem próby w TVP Kultura, próby do "Naznaczonych". Inspirujące. Nowa rola dla mnie, ale zawierzam własnej intuicji (obym ją miał). A jutro do studia wchodzi też Urszula Dudziak i jeszcze bardziej będzie się działo! Trzymajcie kciuki. remigiusz-grzela 2006-08-29 22:00:04 skomentuj (4) Inspiracje Byłem dzisiaj u Urszuli Dudziak, bo mamy wspólny projekt, który jest inspirujący, ale jednak boję się strasznie. Mam wyreżyserować w TVP Kultura swoją sztukę "Naznaczeni", 40-minutowy eksperyment z emisją na żywo 6 września o 23.55. Jak widać wszystko, łącznie z czasem jest egzotyczne, więc podjąłem się. A, jakże. Obsada składa się z dwóch artystek. To pani Tomira Kowalik z Teatru Wybrzeże, która zachwyciła mnie kiedyś w "Pamiętniku z dekady bezdomności" i z którą później robiłem rozmowę do "Wysokich Obcasów" oraz Urszula Dudziak, która zachwyca mnie i inspiruje od zawsze. Powiem, że będzie to twórcze zderzenie aktorstwa i muzyki, wokalu. W najbliższy wtorek zaczynamy próby. Dzisiaj omawialiśmy warstwę muzyczną i powiem szczerze: już nie mogę się tej roboty doczekać. Nie będę zdradzał na razie żadnych pomysłów, po prostu zapraszam do obejrzenia. Dla mnie to oczywiście absolutnie nowe zadanie, ale podjąłem się, bo lubię takie wyzwania, a poza tym, Łukasz Barczyk, który mi tę propozycję złożył, powiedział, że kto nie ryzykuje ten nie wygrywa głównej stawki. Oby miał racje. ![]() (Tomira Kowalik - Dora Diamant) ![]() (Urszula Dudziak - Dziennikarka, vocal) Poza tym 9 września na naszym spektaklu "Uwaga - złe psy!" w Teatrze Wytwórnia będzie rodzina Anity Szaniawskiej, jej bliscy, których osobiście zapraszałem, ale jednak boję się ich odbioru, wszak jest to jednak nasza interpretacja jej osoby i biografii. "Dlaczego akurat o niej pan napisał?" - zapytała mnie wnuczka siostry Anity, która Anitę znała i pamięta jako artystkę o ogromnej wyobraźni. A powodów było przecież wiele... Dobrej nocy. remigiusz-grzela 2006-08-23 21:53:58 skomentuj (3) Su-sanna, Su-sanna... Jechałem dzisiaj taksówką po sennej Warszawie i usłyszałem przebój sprzed lat. Suzanna... Pamiętacie?... Może słowa i nie są zbyt wyszukane, ale muzyka i ten głos (kto ją śpiewał?) i w ogóle takie balladowe brzmienie. Z przyjemnością odnalazłem słowa w internecie: We sit together on the sofa With the music way down low waited so long for this moment It's hard to think it's really so The door is locked there's no one home They've all gone out we're all alone Su-sanna, Su-sanna Su-sanna I'm crazy loving you I put my arm aroud her shoulder Run my fingers through her hair It's a dream I can't believe it It took so long it's only fair And then the phone begins to ring And a strangers voice on the other end of the line Says oh, wrong number, sorry to waste your time And i think to myself, Why now, Why me, Why....... Su-sanna, su-sanna, Su-sanna, I'm crazy loving you Su-sanna, Su-sanna, Su-sanna, I'm crazy loving you Again I sit myself beside her Try to take her hand in mine The moment's gone, the feeling's over She looks around to find the time Then she says could we just sit and chat And I think well that's that Susanna, Susannna, Susanna, I'm crazy loving you Still we sit here on the sofa With the stereo on ten The magic's gone, it's a disaster There seems no point to start again She says I think I'd better go She says goodbye and I say... NO! Su-sanna, Su-sanna, Su-sanna, I'm crazy loving you Su-sanna, Su-sanna, Su-sanna, I'm crazy loving you I'm so crazy loving you * A potem w telewizji usłyszałem inną piosenkę. Innego kalibru. Też sprzed lat. "Truskawki z Milanówka" Wojciecha Młynarskiego i Jerzego Derfla. Tak, wiem, to zupełnie inny poziom. Przy Suzannie "Truskawki" są PARNASEM, poetyckim niebem, lirycznym nadziemiem. Piękny, baśniowy, poruszający tekst. Umieszczam w jednym kontekście z Suzanną, ze względu na ich nieobecność w moim życiu przez lata całe, i nagle obie dzisiaj, obie mnie zatrzymały, wzruszyły. Czy ktoś ma tekst "Truskawek"? W Internecie posucha, a nie znam na pamięć, chętnie bym przeczytał, zamyślił się. Która piosenka Was ostatnio zatrzymała? * Na PARNAS.PL w dziale "bez cenzury" nowa autorka, Teresa Janina Czekaj, pianistka mieszkająca w Paryżu. W swoim parnasowym blogu opowiadać będzie literacko i fotograficznie o swoim Paryżu. Zapraszam! remigiusz-grzela 2006-08-22 23:05:47 skomentuj (6) Z Larkinem biegając po polach Wracając do naszego Larkina. To, jak Jarniewicz pisze o jego poezji, dla mnie jest świeże i zachwycające. Gdyby tak wszyscy pisali o poetach, na pewno Polska czytałaby wiersze. A tak trudno mi wskazać kogoś z bliższych znajomych, kto je kupuje i czyta. Piszą wszyscy. Marta, z którą o nieczytaniu rozmawiałem parę dni temu powiedziała, że w Polsce, zwłaszcza wśród pisarzy i artystów (ale chyba zwłaszcza pisarzy) jest moda na mówienie, że się nie czyta. Sam zetknąłem się z paroma wypowiedziami naprawdę znanych autorów, którzy mówili, że nie czytają nic, poza prasą. Wyjątkiem wybitnym pan Ryszard Kapuściński, który słusznie - w moim odczuciu - twierdzi, że bez czytania nie ma pisania. W to staram się wierzyć i czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce. A, i chciałem jeszcze Marcie poradzić, żeby na audiobooku, którego niedawno wydała, zamieściła taką krótką informację, że przeznaczony jest do użytku wewnętrznego, czyli dla środowiska, czyli dla tych, którzy być może wolą słuchać. A czyta Marta swoją "Świętą Ritę" no... no... słowa brakuje. Pozazdrościłem i teraz mam też głos Marty na swojej poczcie w telefonie, bo mi Marta nagrała, że jest Remkiem i czeka na wiadomość. Ale wracając do Larkina. W "Odsłuchiwaniu wierszy" Jerzy Jarniewicz analizuje między innymi wiersz Larkina "Dni" Po co są dni? Dni to miejsce, gdzie mieszkamy. Przychodzą i budzą nas Raz po raz, nieustannie. Dni są, by w nich być szczęśliwym: Gdzie indziej możemy zamieszkać? Ach, odpowiedź na to pytanie Sprowadza kapłana, sprowadza lekarza, W swoich długich płaszczach Biegną poprzez pola. * No więc analizuje Jerzy Jarniewicz, a robi to tak, że wiersza nie zabija, tylko otwiera wyobraźnię. A to proste już nie jest. Wysnuwa ciekawą interpretację tych postaci w płaszczach, widzi ich komicznie, jak w filmie Chaplina. Czytamy: "Panowie b i e g n ą p r z e z pola, a może b i e g a j ą p o polu (running over the fields), być może w jakimś groteskowym, szaleńczym tańcu lub w dziecięcej zabawie, w łapanego, w berka, w ciuciubabkę. Po co są dni? Czarna sutanna i biały kitel, kropidło i kroplówka. Czarne z białym, białe z czarnym, hopsasa." I to hopsasa mnie powaliło. Stałem się jeszcze większym fanem Jarniewicza. Zostały mi jeszcze trzy eseje, dawkuję sobie, bo są prześwietne. Ale teraz już biegnę, hopsasa, miłego dnia! remigiusz-grzela 2006-08-21 15:45:06 skomentuj (3) wielkie mecyje... Godzinę temu próbowałem rozpalić w kominku. Wszystko wtedy zgasło. Bez rozpędu. Zgasło to zgasło. Zacząłem czytać, a teraz patrzę a w kominku pali się w najlepsze. Czary mary, bez mojej pomocy. To się chyba nazywa spowolniony zapłon. Czytam autobiografię Joanny Chmielewskiej "Stare próchno". Pani Joanna opisuje różne krajowe i zagraniczne podróże, w tym ponad 70 stron poświęciła swoim kolejnym toyotom Avensis. Ale mnie rozbawiły najbardziej fragmenty na temat podróży z Rosji do Polski, kiedy w pociągu okazało się, że agent pani Joanny, pan Lewandowski, zostawił w recepcji hotelowej paszporty. Pisze pani Joanna: "Nie przejęłam się tym w najmniejszym stopniu. Jechać z Rosji do Polski przez uparcie komunistyczną Białoruś bez paszportu, wielkie mecyje. Nie ja pcham ten pociąg, o paliwo się martwić nie muszę, do żadnych wysiłków się nie nadaję, więc z pewnością żadnych nie wykonam..." To się nazywa temperament, prawda? Czytam też dalej eseje na temat poezji Larkina. Może o tym jutro, zwłaszcza o hopsasa, ale wracam do kominka, skoro go dla mnie rozpaliły krasnoludki czy też Kot Tutka. PS: Lada dzień rozpoczyna się w Teatrze Wytwórnia świetna impreza Hajdpark, w czasie której będzie można obejrzeć kilka spektakli spoza Warszawy. Szczegóły na stronie Teatru, link obok. www.teatrwytwornia.pl A ja już dziś zapraszam na wrześniowe spektakle monodramu "Uwaga - złe psy!" (pięć razy w Teatrze Wytwórnia w Warszawie, a 18 września w Chorzowie, w Teatrze Rozrywki!). Na stronie spektaklu www.zlepsy.waw.pl znajdziecie też inne daty. Ten monodram - absolutny sukces Małgosi Rożniatowskiej poza wymienionymi będzie można zobaczyć w październiku i listopadzie m.in. we Wrocławiu, w Wałbrzychu, Bydgoszczy, Siedlcach, Lesznie i paru innych miejscach. remigiusz-grzela 2006-08-19 22:35:43 skomentuj (3) Kot Tutka odsłuchuje wiersze Deszczowo. Najlepsza pogoda na lekturę. Każda pogoda jest najlepsza do czytania. Niestety. Bo mógłbym zajmować się wyłącznie tym. To nieprawda. Nie mógłbym. Ale miło jest pomyśleć, że tyle światów zamkniętych jest między okładkami. Podobało mi się to, co o swojej książce "Tryby" napisała Magdalena Tulli, jedna z najwybitniejszych pisarek w tym kraju: "Jeśli pominąć papier i tekturę, jest to książka z samych słów." Prawdę mówiąc to zdanie mnie uderzyło. Tulli pisze ale i czaruje słowami. Wydobywa światy z niebytu. A nie jest to łatwe, mimo że "Tryby" zaczyna słowami: "Stwarzanie światów! Nie ma nic prostszego. Podobno wytrząsa się je z rękawa." Czytam o poetach. Julii Hartwig "Apollinaire'a". Zacząłem też Jerzego Jarniewicza zbiór esejów o Philipie Larkinie. "Larkin. Odsłuchiwanie wierszy" to książka, która właśnie ukazała się w ZNAKU. Napisana kapitalnie. Nie ma w niej żadnego hermetyzmu. Powiedziałbym nawet, że napisana jest w sposób pociągający, mimo że jest przecież rodzajem monografii o poecie i jego poezji, mimo że nie jest książką biograficzną, choć w jakiejś mierze traktuje biografię Larkina. Właściwie każdy akapit otwiera wyobraźnię, rozbudza, zastanawia, bawi. "Kiedy pewien dziennikarz zdziwił się, że poeta może prowadzić tak monotonne życie, jakim jest żywot prowincjonalnego bibliotekarza, Larkin zapytał: A czego pan się spodziewał? Że poeci walczą ze smokami?" Pisze dalej Jarniewicz: "A smoków, niestety, nie było i nie ma, zwłaszcza w okolicach Coventry, gdzie 9 sierpnia 1922 roku przyszedł na świat, jako drugie dziecko w mieszczańskiej rodzinie, Philip Larkin. Chyba że smoki znaczą coś innego niż fantazyjne gady z bajek, baśni i legend." Jest już ciemno. Z tarasu bije odświeżony deszcze chłód. Larkina tłumaczył u nas m.in. Jacek Dehnel. Jeden z wierszy Larkina w tłumaczeniu Dehnela: Philip Larkin - Grobowiec w Arundel (An Arundel Tomb) Jedno obok drugiego, twarze ocienione, Spoczywają w kamieniu hrabina i hrabia; Jak niegdyś świetność manier, tak teraz ozdabia Oboje sztywność stroju: suknia z zakładkami, Płyty żelaznej zbroi zmyślnie połączone I ta szczypta absurdu - pieski pod stopami. Trudno się po prostocie tego pre-baroku Spodziewać, że przykuje czyjś wzrok, nim spostrzeżesz Pustą, ściśniętą w prawej dłoni, zdjętą z lewej - Rękawicę. I nagle szok niespodziewany I tkliwy: zauważasz, że oto wzdłuż boku Złożył ramię i ujął rękę ukochanej. Nigdy nie pomyśleli, że będzie im dane Tak długie spoczywanie. Tylko przyjaciołom Ten szczegół - dwu posągów wierność - przeznaczono: Obstalowali przecież u rzeźbiarza (który Wykonał pracę z wdziękiem) przedłużenie trwania Pasa łacińskich imion dookoła tumby. Nigdy nie przypuszczali, jak prędko zaskoczy Ich w tej dziwnej podróży na wznak, nieruchomej, Powietrze, w moc bezgłośnie niszczącą zmienione, Które odprawi dawnych dzierżawców; jak szybko Zaczną patrzeć - nie czytać - ich następców oczy. Przez czasu szerokości i długości, sztywno Płynęli, połączeni. Śnieg spadł poza datą. Co lato blask się tłoczył u szyb. Ptasie trele Jak okruchy sypały się w tę samą ziemię, Gęsto przesianą kośćmi. I szli w górę zmienną I nieskończoną linią ludzie, ich tożsamość Zmywając. Teraz w pustce stulecia bez herbów, W korycie dymu, wolno zwijanym na nieba Szpulę nad ich historii strzępem, trwa to jedno: Czas zmienił ich w zmyślenie; ich kamienna wierność Prawie niezamierzona, ostatnim się staje Wykładem znaczeń herbu i wyjaśnia niemal Coś niemal przeczuł: tylko miłość z nas zostanie. remigiusz-grzela 2006-08-18 20:25:04 skomentuj (0) |
Tam wędrują moje myśli... Woody Allen Band Tu posłuchasz Woody'ego Allena grającego jazz... Bardzo Polecam Zofia Czerwińska! Strona najbardziej znanej polskiej aktorki komediowej. Polecam!!! Anna Nova Uwielbiam Pamięć Lublina Fantastyczna strona o mieście i o ludziach!!! Uwaga - złe psy! Strona mojego monodramu Salon Promocji Talentów PARNAS.PL Moje dziecko... wierzę, że pięknie urośnie Ciekawe wiadomości kulturalne Culture.pl Wydarzenia kulturalne, nowości wydawnicze, sylwetki twórców! Warto tam zaglądać. Zaglądam do Marta Fox Strona autorki wielu powieści, fantastycznej kobiety Mostlysunny bo uśmiechnięta nazwa Strona Doroty Osińskiej Polecam stronę fenomenalnej wokalistki Strona Ewy Kasprzyk Bellissima plus nasz wspólny Projekt Almodovar! Strona Moniki Cichockiej Fantastyczna strona pięknego głosu... Marta Kucharska Znajdziecie tu teksty Marty, która czasem do mnie zagląda. Niezwykle ciekawa poetka! Magda Umer Poza wszystkim MU prowadzi antologię wierszy "jedenastych", zaglądam dla dobrej poezji Krystyna Janda Czy trzeba więcej dodawać? Numer jeden wśród blogów. Literatura Jacek Trznadel Autor, którego bardzo cenię Philippe Besson Paryż, Proust, Rimbaud... Mariusz Szczygieł Nie wymaga komentarza, zapraszam Wojciech Tochman Strona znakomitego reportera Zwoje kapitalne pismo internetowe poświęcone Kafce ale nie tylko! Również poezji i... b. wielu kwestiom Kafka i już Polski vortal Kafki Blog Kloszarda Notki Kloszarda można czytać jak odcinki powieści. Wartościowe. BOHEMA Bardzo ciekawe polsko-czeskie czasopismo literackie. Tylko w internecie! Strona mojego wydawcy Latarnik... Antykwariat Literacki Odwiedzam namiętnie. Królestwo dla wielbicieli książek NEW YORKER Chciałbym żeby w Polsce istniało pismo na takim poziomie - publikują tu Updike, Ozick, Zagajewski Moje opowiadania To mój inny świat książka Strona poświęcona rynkowi wydawniczemu w Polsce. dramat Towarzystwo Autorów Teatralnych Strona dramaturgów Teatr Wytwórnia Teatr na Ząbkowskiej, w którym trwają próby do mojego monodramu Teatr Polonia Krystyny Jandy Polecam, zwłaszcza monodram Ucho, gardło, nóż MISS HIV - zamieszanie w mieście, ale jakie! Strona świetnego i kontrowersyjnego spektaklu Maciej Kowalewski Strona aktora, dramaturga i reżysera wortal teatralny Codziennie nowa prasówka w teatrze |